Plusy i minusy mieszkania w hiszpańskiej Andaluzji / Subiektywnie o Andaluzji

Mówią, że życie jak w Madrycie. I chociaż ten nie leży w Andaluzji, coś jest w tym hiszpańskim powietrzu. Ponieważ mieliśmy niesłychaną przyjemność pomieszkać na południu dłuższą chwilę, to właśnie na tym regionie się skupię. Niektóre rzeczy na pewno będzie można odnieść do Hiszpanii jako całości, pewne tylko do wybranych regionów.

Zupełnie inaczej jest jechać gdzieś na wakacje, gdzie mamy inne potrzeby, nastawiamy się na odpoczynek i wiele rzeczy nam po prostu nie przeszkadza, a niektóre idealizujemy. Inaczej natomiast gdy w danym kraju, mieście mieszkamy, czyli pracujemy, robimy zakupy i dopadają nas przyziemne obowiązki. Jakie zatem mamy przemyślenia po 1,5 miesiącu spędzonym w Andaluzji?

Zapraszam na bardzo subiektywną listę, zacznijmy od minusów:

  • siesta

może Was zdziwić, że akurat to ona znalazła się w negatywach i to na pierwszym, honorowym miejscu. Pewnie podczas wakacji przeszkadza trochę mniej, a dodatkowo część restauracji, szczególnie w tych turystycznych miejscach po prostu się z niej wyłamuje, więc jest mniej zauważalna.

Pamiętam jak te parę lat temu pierwszy raz pojechaliśmy do Włoch i trafiliśmy na wymarłe od siesty miasto. Śmierć głodowa wisiała w powietrzu. Już na zawsze zapamiętałam, że siesta dla południowców to świętość, po prostu.

Siesta, w zależności od danego przybytku trwa w godzinach od ok. 14-15:30 do ok. 19-20. W tym czasie wszystkie restauracje, bary, sklepy i punkty usługowe po prostu są zamykane. I słowo wszystkie nie jest na wyrost. W tych godzinach nic nie kupicie, nie zjecie i nie załatwicie. Część barów może być w prawdzie otwarta, ale tylko na coś do picia i ewentualnie zimne tapas (sałatki, kanapki).

W założeniu miała dawać pracownikom oddech od upału i chwilę drzemki po obiedzie, jest zwyczajem, który tak mocno zakorzenił się w świadomości Hiszpanów, że mimo braku podstaw nadal istnieje. Domyślam się, że Hiszpanie są do tego tak przyzwyczajeni jak do tego, że codziennie wschodzi słońce i zdaję się, że każdemu to odpowiada. I dobrze. Dla mnie jednak, dzień podzielony na dwie części to  pewne utrudnienie i potrzeba zjedzenia czy załatwienia czegoś WŁAŚNIE w godzinach zero. Nigdy tak mocno nie czuję głodu jak podczas siesty, naprawdę… ;-) To z pewnością też kwestia jakiegoś dłuższego przyzwyczajenia, jak do wszystkiego. Na razie jednak za każdym razem nerwowo spoglądamy na zegarek, czy aby na pewno zdążymy…

  • mañana – jako stan umysłu

Ciężko mi ten punkt zakwalifikować bezwzględnie do negatywów, bo ma on bez wątpienia dwa wydźwięki. Z jednej strony to własnie ten luz, niespieszność, radość i uśmiech na ustach. Z drugiej jednak na dłuższą metę denerwujące zbyt lekkie podejście. Brak informacji o godzinach otwarcia restauracji, brak większości pozycji w menu, kelner podchodzący do stolika po pół godzinie – normalka. Mañana uczy cierpliwości. Trochę brakuje mi tego uśmiechu w Polsce, ale tutaj w Hiszpanii tęsknie za naszym biurokratycznym podejściem i kijem w korpusie. Ah, i czy myślicie, że w Polsce załatwianie spraw zajmuje dużo czasu…?

  • nieczynne, closed, cerrado

Tutaj robię bezpośrednie porównanie do Polski, sorry. W naszym kraju co by nie mówić, sklepy działają na najwyższych obrotach – od samego rana do późnej nocy. Świeże pieczywo o 6 rano czy piwko o 23ej? Nie ma problemu. W Hiszpanii co najwyżej można pocałować klamkę, w obu powyższych godzinach. Poranne pieczywo przyjeżdża tak koło 10ej, żeby wszyscy mogli już na spokojnie dotrzeć do pracy. A wieczorne zakupy? Tego się w Hiszpanii nie robi. Przecież masz na to ten niezmiernie długi odcinek zaraz po sieście, między podwieczorkiem a kolacją, zdążysz.

Do tego wszystkie sklepy zamknięte w niedzielę. Chociaż u nas zaraz może być podobnie (stan na grudzień 2017) i do tego, mimo, że jestem temu przeciwna, da się przyzwyczaić.

No i zamykanie się na zimę  – klasyk. Jestem oczywiście w stanie to zrozumieć. Po co otwierać knajpę, gdy nie ma turystów. Tym bardziej, że w sezonie można zarobić na cały rok. Po prostu trzeba się przyzwyczaić, że w zimie 3/4 knajp, sklepów i innych usług jest zamkniętych. Dotyczy to szczególnie mniejszych miast i miasteczek , które żyją z turystyki, ale nie omija i tych większych.

zamknięte przez całą zimę
zamknięte przez całą zimę
  • oszczędzaj wodę, śmieci wyrzuć pod siebie

To mnie akurat bardzo dziwi. W Andaluzji dużą wagę przykłada się do oszczędzania wody, nie marnowania prądu, za co wielki plus. Z drugiej jednak strony nikt nie dba o czystość i porządek. Śmieci wyrzuca się pod siebie, a sprzątaniem za zwierzakami nikt sobie głowy nie zawraca. Nawet jeżeli wydarzy się to na środku chodnika. Przyjdzie raz w miesiącu deszcz to zmyje, nie?

  • parkowanie na zapałkę

Mit o południowcach, którzy nie potrafią jeździć czy jeżdżą jak szaleńcy wydaje się już trochę nieświeży. Hiszpanie wbrew pozorom jeżdżą w dużej mierze bezpiecznie i zgodnie z prawem, a przepuszczanie pieszych na pasach jest tu na bardzo wysokim poziomie. Inaczej ma się jednak sprawa z parkowaniem… Ciasne zabudowanie, wąskie uliczki, chodniki mieszczące jedną nogę działają na wyobraźnię i zmieniają myślenie. Ja się nie zmieszczę? Do tego tłumy turystów i okazuje się, że najbliższe miejsce parkingowe znajdziesz 15 km za miastem. Dlatego Hiszpanie wyspecjalizowali się w parkowaniu na milimetry, a że czasem tu czy tam kogoś przy okazji obtłuczemy to cóż, to się wyklepie…

Jak bezpiecznie i tanio wynająć samochód i nie zepsuć sobie wakacji przez stłuczkę, przeczytasz tutaj.

parkowanie w Kadyksie
mistrzowskie parkowanie w Kadyksie

Plusy, bo łamiemy stereotyp narzekającego Polaka:

  • pogoda

pamiętam, że kiedyś na angielskim nauczycielka zadała nam pytanie „Jak myślicie, dlaczego Brytyjczycy mimo tak dobrych warunków życia emigrują na południe Europy?”. Główkowaliśmy i główkowaliśmy, a odpowiedź był trywialna. Bo nie mogą znieść tej przytłaczającej pogody! Może wydać się to śmieszne i niepoważne, ale półtorej miesiąca życia pod błękitnym niebem nastroiło nas niezwykle pozytywnie! Przyjemne temperatury przez cały rok, pełne słońce i człowiek mimo chodem nabiera niebywałego optymizmu. A jak pada deszcz w Andaluzji, to raz na kilka tygodni i jest to 2-3 godzinna ulewa. Później przecież musi wyjść słońce, nie ma innej opcji.

błękitne niebo i palmy, wszędzie palmy
błękitne niebo i palmy, wszędzie palmy
  • mañana – druga strona Greya

O ile czekanie 30 minut na kieliszek upragnionego winka może zdenerwować, o tyle szeroki uśmiech kelnera wynagradza wszystkie smutki. Nie lubię generalizować, bo to nieładnie, ale Hiszpanie (generalnie) to bardzo sympatyczni ludzie. Życzliwi, pomocni i to ot tak, po prostu. Cieszą się, gdy próbujesz mówić w ich języku, chętnie zapytają o Polskę i wesoło pogawędzą. Częściej się uśmiechają, a to się udziela. Ot mañana.

  • wody!

a nawet dwie, bo andaluzyjskie wybrzeża są oblewane zarówno przez Morze Śródziemne od strony Costa del Sol jak i Ocean Atlantycki od Costa de la Luz. Ten pierwszy jest rzecz jasna cieplejszy i to tam kieruje się większość turystów, ale to ten drugi nas uwiódł. I co ciekawe, nie jest on aż tak zimny jak mogłoby się wydawać. Dla porównania, Atlantyk od strony centralnej Portugalii jest znacznie zimniejszy.

Z wodą bezsprzecznie wiążą się plaże, a te tutaj plasują się bardzo wysoko w naszym osobistym rankingu. Szerokie, piaszczyste, czyste i można po nich spacerować godzinami, dosłownie. Brak tutaj komercji, wytyczonych hotelowych plaż czy leżaków dla bogaczy. Ogromny plus!

Plaża w Conil, Andaluzja
piękne plaze Costa de la Luz
  • kultura jedzenia, kultura tapas

dla Hiszpanów jedzenie to nie tylko zaspokojenie głodu. To możliwość spotkania się z rodziną, znajomymi, poplotkowania, to sposób spędzania czasu. Niespieszne biesiadowanie i cieszenie się chwilą. Zamawianie kilkunastu czy kilkudziesięciu małych przystawek, aby móc się nimi dzielić ze wszystkimi. Dorośli, starsi ludzie, dzieci, niemowlaki – nie ma to dużego znaczenia. Jest to zdecydowanie coś, co bardzo mi się podoba. Cieszenie się jedzeniem, próbowanie, smakowanie, rozmowa.

A wieczorem obowiązkowo wyjście do baru – na drinka, wino czy piwo. Z całymi rodzinami, tabunem znajomych i maleńkim dzieckiem pod pachą. Takie tutaj zwyczaje :-)

tapas w lokalnym barze
tapas w lokalnym barze
  • basen z tarasem poproszę!

To raczej moje marzenia nie do spełnienia w polskich warunkach. W Andaluzji jeżeli posiadasz dom to na 99% będzie on z basenem. To w zasadzie żaden tam luksus, a raczej konieczność podczas bardzo upalnego lata. A jak nie dom to mieszkanie, z pięknym tarasem! W Andaluzji niemal każdy dach zaaranżowany jest na taras. Na odpoczynek, grilla i.. suszenie prania.

  • codziennie niskie ceny!

Nie lubię jeździć w miejsca, gdzie muszę się liczyć z każdym groszem. Przeliczać nerwowo na złotówki, sprawdzać, czy nikt mnie nie naciągnął, ciągle się pilnować. Ten punkt zdecydowanie nie tyczy się całej Hiszpanii, a nawet nie całej Andaluzji, a dokładnie wybrzeża Costa de la Luz, czyli tego na zachód od Gibraltaru. Ta część nigdy nie była specjalnie turystyczna, a tłumy ściągały na sąsiednie Costa del Sol położone nad Morzem Śródziemnym. Dzięki temu, wybrzeże światła jest mniej komercyjne i po prostu tańsze. Ceny w supermarketach są bardzo zbliżone do naszych, dobry obiad dla dwóch osób to wydatek do maksymalnie 20 euro, ceny za tapas wahają się między 1-5-2,5 euro za porcję, cena kawy w kawiarni nad samy oceanem oscyluje w okolicach 1,5 euro. To oczywiście przykładowe kwoty i bez problemu można znaleźć restauracje z cenami o wiele wyższymi, ale generalnie tutaj nie jest drogo, nawet po przemnożeniu razy 4.

rachunek za obiad w Rondzie - ceny rażąco niskie :-)
rachunek za obiad w Rondzie – ceny rażąco niskie :-)
  • darmowe tapas, genialne jedzenie, fenomenalne wino

Hiszpania to raj dla wielbicieli dobrych smaków. Przyznaję całkowicie szczerze, że nigdy nie zjedliśmy w Hiszpanii czegoś, co nam nie smakowało albo co było po prostu niejadalne. Naprawdę. Nie mówię, że za każdym razem spadaliśmy z krzesła z jedzeniowej rozkoszy, ale nie było sytuacji, gdzie jedliśmy coś na siłę czy po prostu zwróciliśmy. A jadaliśmy w przeróżnych miejscach – małych, rodzinnych barach, miejscach kultowych, przypadkowych polecanych, droższych i tańszych.

Na początek obowiązkowo gratisowy talerzyk fantastycznych marynowanych oliwek albo inna drobnostka. Do tego obligatoryjny do wszystkiego chleb i chlebowe chrupki (niestety za to czasem doliczają symbolicznego euracza). A jeżeli przyszliście tylko na coś do picia, z pewnością dostaniecie miseczkę chipsów, orzeszków czy mezcli czyli mieszanki bakalii, kukurydzy i innych chrupek. W cenie napoju.

wino, a tego tego gratisowa miseczka mezcli i... żelków :-)
wino, a tego tego gratisowa miseczka mezcli i… żelków :-)

A jak już jesteśmy przy napojach… Hiszpańskie wino jest genialne i tanie! Butelkę kupicie już od jednego euro, a za piątaka to już niemal górna półka :-) W knajpie kieliszek to koszt rzędu 2-3 euro. Ah, i w Andaluzji koniecznie spróbujcie regionalnego sherry – wytrawnego bądź słodkiego. Obłęd!

A Wy, jakie macie spostrzeżenia?

 

Reklamy

2 thoughts

  1. Moja kuzynka mieszka w Hiszpanii , konkretnie Walencja, ma narzeczonego Hiszpana, raczej do kraju już nie wróci, chociaż denerwuje ją dokładnie to samo co Ciebie. Ale jedna rzecz przebija wszystko – pogoda;)

Dodaj komentarz