Beignets – kwadratowe pączusie z Nowego Orleanu

Beignet to z angielskiego, według słownika, owoc usmażony w cieście naleśnikowym, z francuskiego zaś “placek”. Więc mamy de facto coś pomiędzy jednym a drugim znaczeniem :-)

Pączusie beignets bez wątpienia przybyły do Nowego Orleanu z Francji i są w tym regionie popularne po dziś dzień. Szczególnie w słynnej Cafe du Monde, gdzie są zapewne atrakcją samą w sobie. Wyczytałam, że swoiste pączusie mogą być przygotowane zarówno z ciasta parzonego jak i drożdżowego właśnie. Ważne by były serwowane tuż po usmażeniu, jeszcze ciepłe i parzące dłonie. No cóż, jak każde pączki właściwie… :-)

W Nowym Orleanie szczególnie popularne na śniadanie, z filiżanką mocnej kawy tuż obok. Jada się je jednak również jako deser. Obficie posypane cukrem pudrem. Pączki zazwyczaj bywają bez nadzienia, ale spotkałam i wersje z. Nic nie stoi na przeszkodzie by nadziać je dżemem lub ulubionym kremem.

Beignets są właściwie bardzo podobne do naszych polskich pączków, bo i składem zbytnio się nie różnią. Właściwie wyróżnikiem jest użycie jako płynu mleka skondensowanego niesłodzonego. Oraz sposób formowania, gdyż orleański przysmak przybiera kształt kwadrata lub prostokąta. Same pączusie są pyszne i wciągające. Dzięki użyciu mąki chlebowej treściwe, ale wciąż dosyć delikatne. Nie za słodkie, więc solidna ilość cukru pudru jak najbardziej wskazana. Najlepsze jeszcze ciepłe, chociaż i na drugi dzień są całkiem znośne. Jadłam je w wersji saute oraz z nadzieniem budyniowym. Obie wersje w punkt!

Uwaga – ciasto na pączki musi odleżeć z lodówce minimum 2h, także tak zaplanuj pracę by wyrobić się w czasie :-)

pączusie beignets z Nowego Orleanu

Składniki na ok. 36 pączusiów beignets (1 spora miska):

  • 0,5 szklanki letniej wody
  • 0,5 łyżeczki świeżych drożdży lub dwa razy mniej suszonych
  • 1/4 szklanki drobnego cukru
  • 1/3 łyżeczki soli
  • 1 małe jajko
  • 1/3 szklanki mleka skondensowanego niesłodzonego
  • 2 i 1/3 szklanki mąki pszennej chlebowej (nie razowej) + spora garść na podsypywanie
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 2 łyżki rozpuszczonego masła

Dodatkowo:

  • ok. 1l oleju do smażenia (np. rzepakowego)
  • cukier puder do posypania
  • opcjonalnie – ulubiona konfitura lub krem do nadziewania

pączusie beignets z Nowego Orleanu

Wykonanie:

Drożdże rozpuść w letniej wodzie, dodaj cukier i odstaw na chwilę aż drożdże chociaż odrobinę zaczną pracować (mieszanina zacznie się pienić, delikatnie bulgotać). W osobnej misce roztrzep jajko, dodaj mleko skondensowane, ekstrakt z wanilii, wymieszaj i dodaj do miski z drożdżami. Połącz i dodaj sól oraz mąkę. Mieszaj łyżką lub mikserem z hakiem do ciasta drożdżowego. Ciasto będzie mocno płynne i klejące się, więc zagniatanie rękami jest właściwie niemożliwe. Na końcu dodaj rozpuszczone masło, wymieszaj. Przełóż do większego plastikowego opakowania z zamknięciem lub większej miski, którą zabezpieczysz szczelnie folią. Odłóż do lodówki na minimum 2h, ale ciasto możesz trzymać nawet do 10-12h. Ja najczęściej robię tak, że albo nastawiam ciasto na noc i smażę rano albo rano i smażę na wieczór.

Ciasto po kilku godzinach w lodówce zrobi się gęstsze i łatwiej będzie z nim pracować.

Przygotuj stolnicę, wałek oraz mąkę do podsypywania. Wyrośnięte w lodówce ciasto delikatnie zagnieć i wyłóż na stolnicy podsypanej mąką (dokładnie, tak by ciasto nie przylepiło się do stolnicy). Rozwałkuj na większy prostokąt o grubości ok 0,5 cm. Nożem lub łopatką do stolnic silikonowych potnij ciasto na paski o grubości ok 5-6 cm. Następnie każdy pasek pokrój na kwadraty lub prostokąty. Teraz zostaw je na ok. 30 minut aż lekko się napuszą.

Po ok. 15 minutach zacznij rozgrzewać olej. Ja pączki smażę w szerokim, ale dosyć niskim garnku. Najważniejsze to to by oleju było na ok 8-10 cm wysokości i smażące się pączki nie dotykały dna. Olej zacznij rozgrzewać na tak zwanym wolnym czyli umiarkowanym ogniu. Olej musimy rozgrzać do ok. 175-180 stopni i zajmie mu to ok. 15 minut. Temperaturę najlepiej sprawdzić termometrem cukierniczym (lub termometrem do żywności po prostu, np. do steków:-)) lub testem kawałka chleba/ciasta. Kawałek wrzucamy do oleju i jeżeli ciasto topi się i nie skwierczy – olej jest jeszcze za zimny. Jeżeli ciasto od razu się pali – olej jest zbyt gorący. Jeżeli ładnie się smaży i skwierczy – jest w porządku.

Przygotowujemy również duży talerz wyłożony ręcznikiem papierowym oraz łyżkę cedzakową.

Napuszone kwadraciki wrzucamy delikatnie na rozgrzany olej (ja smażę po ok. 10 na raz, ale jak wspominałam, mam szeroki garnek). Pączki nie powinny się stykać, ale swobodnie pływać. Smażymy po ok. 1 minucie z każdej strony. Pączusie beignets powinny ładnie się zarumienić, ale nie spalić. Wyciągamy je łyżką cedzakową na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym i dosłownie po chwili możemy zajadać. Koniecznie posypane dużą ilością cukru pudru.

Nie przejmujcie się jeżeli pączki w trakcie smażenia nieco stracą swój kwadratowy kształt. Ciasto jest mimo wszystko dosyć lepkie i ciężko przenieść je na olej w nienaruszonym stanie. Ostatecznie liczy się smak :-)

pączusie beignets z Nowego Orleanu z kremem budyniowym
pączusie beignets z Nowego Orleanu z kremem budyniowym

2 thoughts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.