Genua, po włosku Genova, a po liguryjsku (co warto mieć z tyłu głowy kulinarnie) Zena. Stolica regionu Liguria na samej północy Włoch.
Chociaż może się kojarzyć ze szwajcarską Genewą, warto sprawdzić dwa razy przed kupieniem biletów lotniczych ;-) bo nie ma z nią wiele wspólnego.
To jedno z tych miast, które na pierwszy rzut, może nie kojarzyć się z niczym konkretnym. Pewnie bardziej kojarzymy pobliskie Portofino czy kompleks malowniczych miasteczek Cinque Terre.
Dlatego właśnie od razu przypisuję Genui dodatkowy plus za bycie mniej znaną. Mniej znane miejsce to mniej turystów, niższe ceny i więcej luzu. Uf!
Przeglądając blogi i grupy na Facebooku, spotkałam się niejednokrotnie ze stwierdzeniem, że szkoda czasu na Genovę, bo i miasto mało interesujące i właściwie to brzydkie i nie ma co robić. Od razu odetchnęłam z ulgą. Czyli coś dla mnie :) I dla wszystkich tych, którzy nie gonią za punktami pod Instagram. UF2!
Według mnie, stolica Ligurii to idealne miejsce na tak zwany citybreak, czyli krótki wypad na 2-3 dni. Zdążycie zobaczyć miasto, zgubić w wąskich uliczkach, skoczyć w okolice i wypić hektolitry espresso. Kulinarnie lepiej zaopatrzyć się w dwa żołądki – jest wybitnie, smakowicie, wciągająco i wcale w przyzwoitych cenach!
Zobaczcie i posmakujcie Genui moimi oczami i moim podniebieniem. Garść genueńskich przyjemności w punktach. Lecim:
- Tanie loty – bezpośrednio do Genui lata tanio Wizzair (to dosyć nowa trasa, a jest 2025 rok). Możecie też dolecieć do Mediolanu i przejechać się pociągiem, ale wtedy pewnie lepiej połączyć trip z samym Mediolanem (oraz/lub Bergamo)
- Z lotniska do centrum – ta trasa to zawsze pierwszy test na wprawionego budżetowego podróżnika. Bo serio, można tu zapłacić niemal równowartość biletu lotniczego. Z lotniska w Genui, które jest bardzo blisko samego miasta, można zgarnąć bezpośredni shuttlebus w kwocie 10 euro w jedną stronę, więc to jest drogo. Opcja budżetowa to bus, który zawozi Was na stację kolejową (jakieś 5 minut) i stamtąd pociąg do Genui (ok. 15 minut). Koszt biletu to 2,2 euro. Jedyna trudność to konieczność zainstalowania ichniejszej aplikacji AMT Genova, przez którą kupicie bilet. Na szczęście apka jest bardzo intuicyjna i wystarczy wybrać biet za 2,2 euro:) Wszędzie w środkach komunikacji są kody QR do tej aplikacji.
- Port (Porto di Genova) i okolica – Genua to miasto portowe, nie da się ukryć. To jeden z najważniejszych włoskich portów, więc i obszar nie jest mały. Fajnie przejść się deptakiem wzdłuż portu i podziwiać przeróżne łódki, łódeczki i jachty. Na tym terenie znajdziecie też Akwarium, jedno z największych oceanariów w Europie. Jeśli lubicie takie klimaty to z pewnością warto wejść i tutaj polecam zabukowanie biletów przez stronę internetową z lekkim wyprzedzeniem, aby nie stać w ogromnej kolejce.
- Latarnia morska (Lanterna di Genova) – jeśli chcecie trochę pospacerować wzdłuż portu, warto udać się do latarni morskiej. To bardzo charakterystyczny punkt miasta oraz ważny zabytek. Jest to jedna z najstarszych latarni morskich na świecie i jedna z najwyższych w Europie. Za 9 euro można wspiąć się na górę i podziwiać widoki. Na miejscu jest również niewielkie muzeum oraz latarniany „park”.
- Piazza Ferrari – ten plac z fontanną (i bez ferrari :P) – najbardziej charakterystyczny i łatwy do zapamiętania plac w Genui. Przyznam, robi wrażenie. Fontanna majestatycznie się prezentuje i siłą rzeczy będziecie tędy przechodzić.
- Katedra San Lorenzo – nie mogło zabraknąć kościoła, a jak ;-) Romańska katedra wciśnięta w wąskie uliczki robi wrażenie, zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Ponownie, nie ma bata, żeby ją ominąć, a powiem więcej, fajnie przysiąść tu na kawkę i trochę się pozachwycać. Wstęp darmowy.
- Kolumb – najsłynniejszy Genueńczyk, którego ciężko pominąć w kontekście miasta, chociaż muszę przyznać, że nie jest go tu sporo, a pewnie mogłoby. W mieście znajdziecie Casa di Colombo, czyli rekonstrukcję domu, w którym prawdopodobnie Krzysiek spędził młodość. W domu znajduje się muzeum. Jeśli jesteście fanami „odkrywcy”, na pewno warto zajrzeć. Atrakcja nieco na siłę.
- Punkt widoczkowy – nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam punkty widokowe i zawsze się do nich kieruję:) W Genui polecam Belvedere Castelletto. Przepiękny widok na miasto! Można wejść, a można wjechać windą!
- Boccadasse – jeśli tak jak ja, odpuszczacie Cinque Terre, nic straconego. Genua ma swoją dzielnice Boccadasse, która jest byłą wioską rybacką. Dzisiaj to głównie dzielnica mieszkalna, ale z dostępem do urokliwej plaży i widoków zapierających dech w piersiach. To dosyć mała przestrzeń, gdzie kłębią się knajpki, kawiarenki i kramiki z pamiątkami. Ale jest przeuroczo. Dodatkowo to przemiły około godzinny spacer z centrum Genui. Sama przyjemność! W Boccadasse polecam restaurację Trattoria Osvaldo. Z dala od zgiełku, który się dzieje nad samym morzem, ale wciąż bardzo blisko. Zajmij stolik skąpany w słońcu i ciesz się smakami owoców morza. Nie jest tu tanio, ale uważam, że warto (dania obiadowe w granicach 15-20 euro). Na kawę wpadnij do La Strambata i koniecznie dobierz pyszne ciasteczko baci di dama za 1,5 euro. Wypij kawkę z widokiem na morze, na stojąco, bo inaczej się nie da:) Na deser zaś stań w kolejce po kultowe lody w Antica Gelateria Amedeo. I umówmy się, lody we Włoszech są pyszne i jasne, na pewno możesz znaleźć lepsze. Ale te mają w nazwie „antica”, to do czegoś zobowiązuje!:) Lody kosztują 3 euro za najmniejszą porcję, więc nie jest tanio, ale myślę, że warto. Ja spróbowałam tytułowego „crema amedeo”.
- Portofino – słynne Portofino. Zabawne jak niektóre miejsca zyskują oszalałą popularność i stają się jej ofiarą. Portofino to maleńka wioska rybacka oddalone od Genui o około 40 km. Przepięknie położona i… to chyba tyle z plusów. Portofino to tłumy, absurdalnie drogie restauracje i ekskluzywne sklepy. Mimo to polecam się tu wybrać, ale dla samej drogi, a nie miejsca! Z Genui bierzemy pociąg do miejscowości Santa Margherita za 5 euro i już stamtąd idziemy na spacer do Portofino. Kierujemy się oznaczoną na Google Maps trasą wzdłuż morza i zachwycasz się obłędnymi widokami. To około godzinna przeprawa, ale to absolutne same przyjemności. W międzyczasie przechodzimy przez pomniejsze miejscowości, w których można zatrzymać się na coś do picia. W samym Portofino polecam zjeść loda (np. w Gelateria Gepi) i spadać ;) Obiad zdecydowanie polecam zjeść w Santa Margherita i w ogóle, polecam zostać sobie w tej miejscowości chociaż godzinkę. Jest bardzo urokliwa i przyjemna. Na lunch polecam Trattoria da Pezzi. Bardzo lokalne i rodzinne miejsce. Spróbujecie tu klasyków kuchni liguryjskiej. Ceny dań głównych wahają się między 12 a 16 euro.
- Jedz pesto genovese – jeśli przez cały czas zastanawiacie się z czym, do diaska, kojarzy Wam się ta Genua to podpowiadam – z pesto genovese, czyli tym najbardziej popularnym z bazylii. To właśnie miasto rodzinne ukochanego pesto. Polecam chociaż raz wybrać się na to danie do restauracji, aby sprawdzić oryginał. A ten jest bardziej płynny niż to, co dostaniemy w Polsce w słoiczkach. Dodatkowo, danie to najcześciej serwuje się z lokalnym makaronem trofie (takimi skręconymi sznureczkami) oraz fasolką szparagową i… ziemniakami:) Ja nie wiem dlaczego to się nie przyjęło w Polsce:) Na pesto i nie tylko polecam bardzo lokalną i rodzinną knajpkę Ristorante Trattoria da Maria. Wspaniałe miejsce z kraciastymi ceratami i menu napisanym odręcznie. Ceny są bajeczne – za makaron z pesto i kawałek tiramisu zapłaciłam 10 euro. Spędziłam tu przemiłe deszczowe popołudnie!
- Jedz focaccię – focaccia to kolejny specjał pochodzący z północy Włoch. To właściwie rodzaj chleba, podpłomyka, który w zależności od miejsca, może przybrać różne formy. Może być gruba jak ciasto lub zupełnie cienka, jak najcieńszy spód do pizzy. Tak czy inaczej, trudno być w Genui i nie spróbować tego przysmaku, bo jest dosłownie wszędzie. Moją ulubioną czynnością było wstawanie rano, spacerowanie po piekarniach i odkrywanie najlepszych, jeszcze gorących, wypieków (chociaż chlebek jest pieczony przez cały dzień, więc nie tylko z rana można dostać ją ciepłą). Coś wspaniałego! Podrzucam Wam kilka piekarni, gdzie warto wstąpić, chociaż serio, nie trafiłam na chociażby średnią foacaccię. Klimat starej piekarni to na pewno Antico Forno della Casana. Ogromny wybór wypieków w Focaccia e Dintorni. Miejsce, w którym siądziesz również na kawę (a nie jest to oczywiste): Focaccia Bakery e Coffee. Focaccię możecie kupić w dowolnym rozmiarze. Taki kawałek do rączki to koszt ok 0,8 euro. Focaccia to nie tylko samo pieczywo. Często można trafić na focaccię z pesto, z serem, z cebulą etc. PS. jeśli chcecie poczuć się jak prawdziwy Genueńczyk, zamówcie na śniadanie cappuccino z kawałkiem focacci i jedzcie ją maczając w napoju. Serio, serio!
- Jedz panerę – chociaż panera bardziej brzmi dla mnie jak rodzaj chleba, musicie mi uwierzyć, że to najlepsze na świecie semifreddo. A to z kolei oznacza „na wpół zmrożone”, czyli coś na pograniczu lodów i pysznego kremu. A wszystko to o smaku kawy. I chociaż nie jestem wielką fanką ani lodów ani deserów kawowych, zakochałam się w panerze bez pamięci. Kremowa, aksamitna struktura, słodki krem, delikatnie przełamany goryczą kawy. AJ! Najlepsza panerę zjecie w Cremeria Buonafede. Absolutny top do odwiedzenia!
- Jedz słodycze – Genova to miasto, po którym sporo się chodzi i to w górę i w dół, dlatego nie żałuj sobie krzepiących słodkości ;-) Chociaż nigdy nie miałam Włoch wysoko w moim słodkim rankingu, aktualnie są tuż za Polską i Francją. Maleńkie słodkości do kawy skradły moje serce. Wspomniane już ciasteczka orzechowe baci di dama, kruche maślane kwiatuszki canestrelli (typowe dla Genui), migdałowe amaretti. Na uwagę na pewno zasługuje pandolce genovese, bardzo charakterystyczny wypiek tego regionu. Dla mnie to dosłownie tak jak tłumaczenie tego deseru, czyli słodki chleb. To bardzo ciężkie „ciasteczko” o wyglądzie chleba nadziane bakaliami. Cóż, słodki chleb ;-) Na słodkości zapraszam Was do Klainguti – w tym miejscu możecie spróbować maleńkich deserków, które występują również w dużej wersji. Fajnie, bo można spróbować więcej charakterystycznych smaków nie zapadając na cukrzycę. Koniecznie spróbujcie flagowego genueńskiego ciastka Zena. Dobra, cornetto z kremem też spróbujcie… ;-) Aby poczuć eleganckiego ducha Genui wpadnijcie na espresso z amaretti do Pasticceria Liquoreria Marescotti.
- Pij espresso – Włochy niesprzecznie kojarzą mi się z doskonałą i tanią kawą dosłownie wszędzie. Uwielbiam ten rytuał zamawiania kawy i picia jej „al banco”, czyli przy ladzie, przy barze, na stojąco. Obserwowanie kręcących się kelnerów, pieczołowicie nakładanych porcji ciast, nabijania ekspresów świeżo mieloną kawą. Esencja podróży do Włoch. Dlatego – pijcie kawę w dużej ilości i cieszcie się słodkim włoskim dolce vita.












Rewelacyjny przewodnik dla smakoszy! Wszystkie lokalne przysmaki brzmią tak apetycznie, że wycieczka po mieście staje się prawdziwą kulinarną podróżą.
Zapisuję na przyszłość <3 Wszystko wygląda pysznie i pięknie