Podróże ze smakiem – jarmarki bożonarodzeniowe

Jak byłam mała, z niecierpliwością wypatrywałam Świąt. Przeważnie było już całkiem biało i naprawdę mroźno, reklama Coca-Coli pojawiała się dość późno, bo dopiero na początku grudnia i dopiero wtedy sklepy nieśmiało zaczynały ubierać choinki i wystawiać czekoladowe mikołaje. Czas mijał, a magia świąt zdawała się zanikać. Zimy zaczęły być coraz cieplejsze i o śniegu można było pomarzyć, świąteczne czekoladki już tak nie cieszyły, a natłok codziennych zajęć nie pozwalał się oderwać chociaż na chwilę. Uwielbiam Święta i postanowiłam, że dłużej tak być nie może! Co roku więc poszukujemy magii świąt na jarmarkach bożonarodzeniowych. Ubierzcie się ciepło, zabieram Was w magiczną podróż!

jarmarki bożonarodzeniowe w poczdamie
jarmark bożonarodzeniowy w Poczdamie

Jarmarki bożonarodzeniowe to typowo niemiecka tradycja i to właśnie u naszych sąsiadów dowiecie się, co to znaczy magia świąt. Organizowane są głównie w większych miastach, ale i te mniejsze nie mają się czego wstydzić. Podobne jarmarki znajdziecie również w Austrii, Czechach oraz naszym rodzimym Wrocławiu.

Jarmarki rozpoczynają się zazwyczaj około 20-tego listopada i trwają do końca grudnia. Przez ponad miesiąc można więc rozkoszować się iście wesołą i ciepłą atmosferą miasta. Większe z nich adaptują niemal całą centralną część na różnego rodzaju jarmarki, często podzielone tematycznie i wyraźnie od siebie oddzielone. Zwiedzając więc miasto można zobaczyć je wszystkie, płynnie się po nich przemieszczając.

Praga

Naszym pierwszym jarmarczanym wyborem była czeska Praga. Bliska sąsiadka Polski z łatwym dojazdem. Uwielbiam Pragę za jej niezwykły klimat i z racji tego, iż mieliśmy ją zwiedzoną wzdłuż i wszerz, mogliśmy się w pełni skupić na świątecznej atmosferze. Zima ma to do siebie, że szybko robi się ciemno, co akurat tutaj jest ogromnym plusem. Bajecznie oświetlony rynek, roznoszący się wokół aromatyczny zapach grzanego wina i słodki krecik wystający z co drugiej witryny.

131201DSC00690-Praga.jpg
jarmark na Rynku w Pradze
  • Rynek Starego Miasta – pod koniec listopada zamienia się w wielki jarmark, a że wszystkie drogi prowadzą do rynku… nie ominie Was grzaniec. Praski jarmark to największy jarmark w Czechach, ale z drugiej strony zajmuje on tylko (i aż) rynek. Chociaż całe miasto jest pięknie ozdobione, jarmark jest jeden.
  • Parek w rohliku – to taki czeski hot dog, ale zapewniam, nie byle jaki. Typowa rzecz zarówno na co dzień jak i w jarmarcznym klimacie. Smakowita frankfuterka w chrupiącej bułce to jedna z lepszych przekąsek.
  • Prazska sunka – czyli kawał niezłej szynki. Na pewno znajdziecie ją opiekającą się na ruszcie. Z knedliczkami, kapustą, haluszkami, z czym chcecie. Pamiętajcie jednak, że przebiegli sprzedawcy najczęściej podają cenę za 100 g, a umówmy się, nikt jej tyle nie nakłada. Warto więc pilnować wagi i dokładnie określić za ile chcemy zapłacić.
131201DSC00494-Praga.jpg
prazska sunka opiekana na ruszcie
  • Najlepsza kawa w mieście, Cafe Ebel – na jarmarkach panuje radosna i ciepła atmosfera, jednak temperatura nie raz daję się we znaki. W taki sposób odkryliśmy maleńką kawiarenkę. Dosłownie trzy absurdalnie małe stoliczki, przemiła Pani baristka i kawa… Do tej pory czuję jej fenomenalny aromat. Absolutnie do odwiedzenia. Adres: Řetězová 9
131201DSC00677-Praga.jpg
Cafe Ebel i najlepsza kawa
  • Muzeum Karla Zemana – uwielbiam rzeczy nietypowe i niezwykłe, dokładnie jak to muzeum. Zresztą, niech nie zrazi Was słowo muzeum, bo cały pobyt w tym miejscu można zaliczyć do jakiejś niezwykłej przygody. Bohater naszego muzeum to czeski reżyser, który tworzył niezwykłe animacje i filmy w połowie dwudziestego wieku. Sam budynek znajduje się tuż pod mostem Karola. Zajrzyjcie tam koniecznie. Adres: Saská 3

Drezno

  • Striezelmarkt – czyli jeden z najstarszych i jednocześnie największych jarmarków w Niemczech. Tłoczny, pełen atrakcji, konkursów i straganów. Centralny i najpopularniejszy jarmark, którego nie sposób ominąć. Nazwą nawiązuje do najsłynniejszego drezdeńskiego wypieku… Adres: Altmarkt
Striezelmarkt w Dreźnie
Striezelmarkt w Dreźnie
  • Dresdner Stollen – klasyczna drezdeńska drożdżowa strucla. Pełna bakalii, w środku skrywająca rozpływający się w ustach marcepan. Kształtem ma przypominać zawiniętego w pieluszkę małego Jezusa. Można ją kupić dosłownie wszędzie i jest swoistą wizytówką Bożego Narodzenia w tym mieście. Warto wspomnieć, że nazwa Dresdner Stollen jest zastrzeżona i tylko prawdziwe strucle mogą się tak nazywać. Spotkacie więc mnóstwo niemal identycznych wypieków pod nieco innymi nazwami.
141207DSC06523-Drezno.jpg
dresdner stollen
  • Pflaumentoffel – czyli ludzik, a właściwie kominiarz z suszonych śliwek. Kominiarza można po prostu zjeść lub traktować jako ozdobę. Ta bardzo drezdeńska postać odwołuje się do historii sierot sprzątających kominy stąd nawiązanie do kominiarza i oczywiście do dzieci.
pflaumentoffel - ludzik z suszonych śliwek
pflaumentoffel – ludzik z suszonych śliwek
  • Grzaniec nie jedno ma imię – jeżeli myślicie, że na jarmarku napijecie się po prostu grzanego wina to… nie jest to takie proste! Mini słownik obowiązujący w całych Niemczech:
    • Gluhwein – klasyczne grzanego wino, ale kto na jarmarku takie pije? wersja czerwona oraz mniej typowa biała.
    • Gluhwein mit Schuss – czyli z chlustem. No to już lepiej. Rum, wiśniówka, amaretto, calvados – czym chata bogata!
    • Eierpunsch – poncz na bazie białego wina z likierem Adwokat, w opcji z bitą śmietaną lub bez. To się kocha albo nienawidzi. Ja kocham, Bartek nienawidzi.
    • Apfelpunsch – tym razem poncz na bazie soku jabłkowego – w opcji alkoholowej lub bez. Kwaskowaty i słodki. Obowiązkowo z cynamonem.
    • Lumumba – przysięgam, że za każdym razem wydaje mi się, że to jakiś afrykański wynalazek, a to po prostu gorąca czekolada. Również w wersji z chlustem – likieru kokosowego, Baileysa, likieru miętowego itd.
    • Heiser Hugo – gorący Hugo to z kolei napój na bazie białego wina, syropu z czarnego bzu oraz mięty. Tylko dlaczego Hugo?!
    • Holunderwein – dosyć popularny grzaniec na bazie wina z czarnego bzu. Przyjemnie cierpkawe.
    • Kirschwein – tym razem wiśniowe, chyba moje ulubione!
    • Heiser Mojito, heiser Capirinha… i inne popularne drinki w wersji bożonarodzeniowej na ciepło. Może ciężko w to uwierzyć, ale to naprawdę jest smaczne.
    • Whisky moja żono – kreatywność nie zna granic w niektórych przypadkach. Whisky z grzanym winem, whisky z wiśniowym winem? Kopie, naprawdę kopie.
141207DSC06515-Drezno.jpg
jedno z wielu stoisk z grzanym winem

Napoje są sprzedawane w uroczych kubkach za kaucją. Cena waha się od 2 do 5 euro za ok. 200 ml. Po wypiciu można go oddać w dowolnym punkcie (niekoniecznie u sprzedawcy, u którego kupiło się napój) i odzyskać kaucję. Można tez po prostu zabrać kubeczek ze sobą na pamiątkę. A czasami naprawdę warto, szczególnie gdy trafimy na jarmark tematyczny…

  • Jarmarki tematyczne – oprócz klasycznego jarmarcznego miszmaszu, w Dreźnie odnajdziecie również jarmarki zamknięte, niektóre pobierają także drobne opłaty za wejście. Warto zajrzeć do jarmarku stylizowanego na wieki średnie. Przebrani sklepikarze, koncerty, a całość pieczołowicie wystylizowana na dawne czasy. To dopiero zaangażowanie!

Kolonia

  • Jarmark pod Katedrą – nie sposób jej pominąć, wszak jest największa w całych Niemczech. Na pewno więc nogi same Was pod nią zaprowadzą. A tam, magiczna atmosfera z majestatyczną katedrą w tle, bajka! Adres: Domkloster 4
główny jarmark w Kolonii pod Katedrą
główny jarmark w Kolonii pod Katedrą
  • Jarmark nad portem – czyli jarmark nad samym Renem. Tutaj kolędy i pastorałki mieszają się z szantami, a na trójmasztowcu „Trudel” można spróbować portowego grzańca. Uważajcie tylko na piratów!
  • Muzeum czekolady – gdy zmęczą Was marynarskie opowieści, zawsze możecie zajść do pobliskiego Muzeum Czekolady. Chociaż Kolonia nie słynie z jej produkcji, od 2006 roku instytucja związana jest z marką Lindt, co chyba wyszło im na dobre (a na pewno na smacznie). Poznacie w nim słodką historię czekolady, zobaczycie jej miniprodukcję no i najważniejsze, spróbujecie. Dla tych, co im mało, na dole budynku znajduje się kawiarnia – czekolady na zimno, gorąco, a także obłędne ciasta z jej udziałem. Bardzo polecam. Adres: Am Schokoladenmuseum 1A
  • Zimtsterne, Platzchen, Lebkuchen – te pierwsze to cynamonowe kruche gwiazdki. Pyszne, słodkie i zazwyczaj dodatkowo pięknie opakowane. Drugie natomiast to w dosłownym tłumaczeniu ciastka, ale poszukajcie za tymi kolońskimi właśnie. Maślane, rozpływające się z ustach. Uroczy upominek z Kolonii. Ostatnie to znane w całych Niemczech pierniczki, i to te jedne z najlepszych. Mięciutkie, aromatyczne, nie wyobrażam sobie nie spróbowania chociażby jednego.
151128_DSC9536-Kolonia.jpg
ja pierniczę…
  • Halve Hahn i Himmel and aad – półkogut, niebo i ziemia. I kto powiedział, że Niemcy nie mają wyobraźni? My mamy gołąbki, a w Kolonii mają półkoguta, czyli… żytnią bułkę podaną z kawałkiem sera gouda, opcjonalnie z ogórkiem i musztardą. Brzmi trywialnie, ale wierzcie mi, nie ma lepszej przekąski do piwa. Na obiad zapraszam z kolei na niebo i ziemię, czyli swojskie danie z kaszanki i puree ziemniaczanego z jabłkiem. Bo właśnie to rosnącego na drzewie jabłka i w ziemi ziemniaka nawiązuje nazwa. Proste i pyszne.
Półkogut we własnej osobie
Półkogut we własnej osobie
  • Musztarda po obiedzie, Historische Senfmuehle – każdy wie, że do kiełbasy musztarda pasuje jak ulał. A że Niemcy kiełbasę uwielbiają prawie tak samo jak i Polacy to i różnych rodzajów musztardy wymyśleć się nie bali. Samo muzeum przypomina bardziej przaśny podkarpacki skansen, ale do woli możecie próbować głównego produktu (niestety bez kiełbaski). Adres: Holzmarkt 79 – 83

 Poczdam

  • Brandenburger StraBe i Luisenplatz (Blauer Lichterglanz – blask niebieskich światełek) – to tam powinniście się skierować, żeby trafić do epicentrum frajdy. Co ciekawe, jarmark nie znajduje się na głównym rynku, a na jednej z uliczek tuż obok dzielnicy holenderskiej. Tutaj mamy do dyspozycji całą, długą ulicę i na jej zwieńczeniu obszerny plac z lodowiskiem i atrakcjami dla dzieci. Jeżeli miałabym dokonać jakiegoś porównania, ten weihnachtsmarkt charakteryzuje się dosyć sporą różnorodnością i mam wrażenie, większym porządkiem i przemyśleniem. Sporo różnego rodzaju stoisk i naprawdę ciężko doszukać się tu typowych kiczowatych, powielonych kramów (jak np. czekoladowe narzędzia, które na innych targach można było spotkać co parę kroków, kompletnie ten sam asortyment).
  • Potsdamer quarkballchen i muzen – mam pewną słabość do smażonych słodkości. Może wynika ona z tego, że w domu prócz pączków na tłusty czwartek nie smażę na głębokim tłuszczu, a w cukierniach nigdy nie mam pewności co do świeżości. Natomiast tutaj, gdy po prostu widzę jak moja porcja właśnie wychodzi z oleistej kąpieli i niesamowicie pachnie… nie mogę się powstrzymać! Pierwsze to pączki na bazie twarogu, drugie to przygotowane z tego samego ciasta urocze kwadraciki. Posypane obficie cukrem pudrem, jeszcze gorące. A to wszystko serwowane w oldskulowej tutce, super!
poczdamskie pączki
poczdamskie pączki, po samej prawej muzen
  • Cecilienhof i browar Meierei – Poczdam to miasto pałaców, parków i dużych przestrzeni. Nic tylko biegać, jeździć na rowerze i wychodzić na spacery z psem. Można do najbardziej znanego Sanssouci, ale można do mniej oczywistego Cecilienhof. Bo to właśnie tam odbyła się konferencja poczdamska kończąca drugą wojnę światową w Europie. Warto zatem odwiedzić pałac, aby w skondensowany i niemęczący sposób dowiedzieć się zarówno trochę o konferencji jak i o rodzinie, która zamieszkiwała pałac. Niech motywacją będzie pobliski lokalny browar, czyli obszerna restauracja nad samym jeziorem. Piękne widoki, smaczne jedzenie i bardzo dobre piwo. Dla bardzo spragnionych, nawet w 1,5 l kuflu. Adres: Im Neuen Garten 11
161126_DSC1595-Poczdam.jpg
świeże piwo z Browaru Meierei
  • Dzielnica holenderska, najlepsze serniki – trudno w to uwierzyć, ale w samym sercu Poczdamu bije holenderskie serce, dosłownie. Ni z gruszki ni z pietruszki wyrastają bowiem ceglane domki rodem z Amsterdamu i bezczelnie uchodzą za najpiękniejszą część miasta. Spacerek koniecznie trzeba zakończyć (lub rozpocząć) wizytą w maleńkiej Guam Cafe. Kawiarnia wymyśliła sobie, że będzie piec najlepsze serniki w mieście i właśnie to robi. Proste, nie? Nie spróbujecie tutaj żadnego innego ciasta. Za to serników macie kilka rodzajów. Wszystkie na tej samej niebiańskiej bazie. Na pewno więc nie będziecie zawiedzeni. Adres: Mittelstrasse
161127_DSC1645-Poczdam.jpg
niemiecki sernik w holenderskiej dzielnicy

Ja już czuję Święta, i to w ten magiczny, niewytłumaczalny sposób, a Wy?

151128_DSC9469-Kolonia.jpg
czekolada na gorąco pod samą Katedrą w Kolonii :-)
Reklamy

One thought

Dodaj komentarz