Pączki klasyczne/Jak usmażyć idealne pączki

Pączki. Klasyczne z nadzieniem różanym.  Polane lukrem. Nie mogłam się oprzeć żeby ich nie zrobić. W zasadzie nie różnią się niczym od zwykłego drożdżowego ciasta, jeżeli chodzi o przygotowanie. Najwięcej problemów nastręcza samo smażenie. Bo tłuszcz, dużo tłuszczu, jeszcze więcej tłuszczu, temperatura smażenia, pryskanie no i generalnie to lepiej wybrać się do cukierni. A tam, świeżutkie pączki z głęboko mrożonego ciasta, z dodatkiem jajek w proszku, okraszone konserwantem. Sami zdecydujcie co wolicie ;-)

A tak serio, polecam, naprawdę. Ten jeden raz w roku można się poświęcić, a gwarantuje Wam, że pączek z cukierni już nigdy nie będzie Wam smakował!

Inspiracja: http://www.kwestiasmaku.com/kuchnia_polska/tlusty_czwartek/paczki_najlepsze/przepis.htmlhttp://www.mojewypieki.com/przepis/paczki-przepis-iv

Kilka uwag przed przystąpieniem do przygotowywania pączków:

1)      Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej

2)      Ciasto drożdżowe potrzebuje wyrastania, więc nie skracajmy mu czasu. Tylko wtedy uzyskamy puszyste, lekkie i delikatne pączki.

3)      Tłuszcz do smażenia – musi być taki, który jest odpowiedni do wysokich temperatur. Tradycyjnie pączki smaży się na zwykłym smalcu, ale jeżeli się go obawiacie wybierzcie olej rzepakowy, palmowy, lub bardziej nietypowy kokosowy czy ryżowy. Ja wybrałam tłuszcz roślinny przeznaczony do smażenia w kostce.

4)      Temperatura smażenia –  generalnie zasada jest taka – w odpowiedniej temperaturze pączki ładnie się rumienią, nie chłonąc tłuszczu i nie przypalając się, w za wysokiej przypalają się i jednocześnie pozostają surowe w środku, zaś w za niskiej chłoną tłuszcz, są ciężkie, tłuste i niesmaczne.  Odpowiednia temperatura to 175 stopni. Bardzo pomocny jest w tym wypadku termometr cukierniczy (do kupienia w większych supermarketach), który może wskazywać temperaturę do nawet 200 stopni. Jeżeli nie posiadacie takiego, temperaturę można sprawdzić wrzucając na rozgrzany tłuszcz odrobinę ciasta. Gdy po chwili wypłynie na wierzch ładnie zrumienione, temperatura jest odpowiednia. Pamiętajcie, aby tłuszcz rozgrzewać powoli, na małym ogniu. Unikniemy wówczas palenia się tłuszczu.

5)      Warunki smażenia – Ważne jest, aby pączki smażyć w dużym garnku, z dużą ilością tłuszczu, po kilka naraz, w taki sposób aby mogły swobodnie pływać, nie stykając się ze sobą w garnku. Mała ilość pączków w naczyniu zapobiegnie także gwałtownemu obniżaniu się temperatury tłuszczu, co nie jest wskazane. Nie obawiajcie się tego litra tłuszczu. Pączki go nie wchłoną, a będą sobie na nim swobodnie pływały. To także jest warunek uzyskania jasnej obwódki na pączku.

6)      Czas smażenia – pączki smażymy krótko, ok. 2 do 3 minut z każdej strony. Przewracamy na drugą stronę wykałaczką lub widelcem, łyżką. Nie odchodzimy od smażących się pączków, łatwo je możemy spalić.

7)      Nadziewanie – są dwie metody – nadziewanie przed smażeniem i po. Ja wybrałam tę drugą. Najpierw usmażyłam pączki, a gdy trochę ostygły nadziałam za pomocą szprycy. Metoda nadziewania przed smażeniem polega na nakładaniu konfitury na przygotowany krążek, zlepieniem go i smażeniem całości. Jest o tyle ryzykowna, że nadzienie może w trakcie smażenia wypłynąć przez niedokładne sklejenie ciasta.

8)      Wykończenie – jeżeli same pączki Was jeszcze nie wykończyły, lukrujemy je jeszcze ciepłe lub posypujemy wystudzone cukrem pudrem. Można trochę zaszaleć i polać je czekoladą lub karmelem.

Składniki na około 20 pączków:

  • 600 g mąki pszennej
  • 2 jajka
  • 1 żółtko
  • 80 g masła rozpuszczonego
  • 2 łyżki cukru
  • pół łyżeczki soli
  • szklanka (250 ml) mleka
  • 20 g świeżych drożdży
  • 2 łyżki spirytusu lub wódki (u mnie whiskey) – pomoże w zapobieganiu chłonięcia tłuszczu przez pączki, w smaku alkohol nie będzie wyczuwalny, ale uwaga! to temperatura jest najważniejsza, a dodatek procentów jedynie opcjonalny
  • ok. 1 litra tłuszczu do smażenia
  • Dodatki do nadziania: konfitura, budyń, czekolada, bita śmietana
  • Dodatki do przybrania: cukier puder, lukier, skórka pomarańczowa, polewa czekoladowa

 Wykonanie:

Rozpoczynamy od rozczynu – lekko podgrzewamy mleko, rozpuszczamy w nim drożdże wraz z cukrem. Mieszamy i odstawiamy na parę minut do rozpoczęcia pracy przez drożdże (zaczną bulgotać, pienić się).

Do rozczynu dodać pozostałe składniki na ciasto i dokładnie wymieszać łyżką. Następnie rękami wyrobić gładkie, elastyczne ciasto (zajmie to ok. 10-15 minut). Staramy się nie podsypywać ciasta duża ilością mąki, aby było jak najdelikatniejsze. Tak przygotowane ciasto przykrywamy ściereczką i pozostawiamy do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę do 1,5.

Wyrośnięte ciasto krótko wyrobić, aby pozbyć się pęcherzyków powietrza, a następnie rozwałkować na stolnicy na grubość ok. 1,5 – 2 cm. Z ciasta wykrawamy krążki o średnicy ok. 6-7 cm, najlepiej szklanką. Jeżeli pączki chcemy nadziać przed smażeniem to robimy to właśnie teraz. Na każdy krążek nakładamy troszkę konfitury i zlepiamy, jak pieroga, tak aby nadzienie nie mogło wypłynąć. Tak przygotowane krążki lub kulki układamy na podsypanej mąką blaszce bądź stolnicy i znowu przykrywamy ściereczką do napuszenia, tym razem na ok. 30 minut.

W tym czasie rozgrzewamy powoli tłuszcz, z naciskiem na powoli aż osiągniemy temperaturę 175 stopni (odmierzamy bądź termometrem cukierniczym bądź metodą z odrobiną ciasta). Przygotowujemy także naczynia wyścielone ręcznikami papierowymi, na które będziemy odkładać usmażone pączki.

Po napuszeniu pączków, smażymy je w rozgrzanym tłuszczu po 2-3 minuty z każdej strony i usmażone odkładamy na przygotowane papierowe ręczniki.

Jak chwile ostygną, możemy nadziewać (jeżeli nie zrobiliśmy tego przed smażeniem) oraz lukrować. Posypujemy cukrem pudrem po przestudzeniu.

Pamiętajcie, że Tłusty Czwartek bez zjedzonego pączka zwiastuje nieszczęście, a i tradycję należy kultywować! :-)

Reklamy

Dodaj komentarz